Witam. Teraz już oficjalnie.Musze przyznać, że nie jest to pierwsza część , czy rozdział opowiadania, nazwałabym to wprowadzeniem 2, są to trzy krótkie historie pewnych ludzi. Większej głębi chyba w tym nie ma. Następna cześć jest (chyba) o wiele lepsza.
Idąc ulicą na pewno zwróciłbyś uwagę na tę parę. Kaskada rudych włosów, spływająca po zgrabnym ciele. Swój cudowny potok zatrzymują na wysokości zaokrąglonych pośladków. Błękitne bystre oczy prześlizgują się po twojej osobie z ogromną pogardą. Dobrze wiesz, że nie masz u niej szans, dobrze wiesz, że nigdy nie będziesz taka jak ona. Ruda też to wie, dlatego, nie zatrzymuje się przy kimś , kto nie dorasta jej nawet do pięt.
Jej śnieżnobiałe nogi zdobią czerwone szpilki. Każdy jej krok jest zaakcentowany cichym stukiem. Wąskie biodra falują niczym morskie fale, przyciągając wzrok każdego mężczyzny i zazdrosnych kobiet. Fakt iż u jej boku kroczy, ktoś równie pociągający wywołuje u niej dreszczyk podniecenia. Duża, ciepła dłoń spoczywa na jej talii, którą zdobi soczyście zielona tunika ledwo sięgająca do połowy uda. Duże ,orzechowe oczy lustrują jej twarz , każdy jej gest, uśmiech, grymas. Wokół nich unosi się zapach drogich perfum i tytoniu. Jack po raz kolejny wypuszcza ze swoich wąskich, brzoskwiniowych ust kłęb, ciemnego dymu. Kwadratowe, czarne okulary zawadiacko opadają na zgrabny nos. Długie, blond włosy muskają jego długą szyję. Kobiety uwielbiają wpatrywać się w jego postać. Krok tego mężczyzny był zdecydowany i niesamowicie arogancki. Każdy jego gest, czy słowo wypowiadane jest z ogromną pewnością siebie. Na posągowej twarzy widnieje uśmiech, zniewalający. Czujesz jak miękną ci kolana, kiedy przez przypadek zdarzy mu się obdarzyć cię takim drogocennym prezentem. Nieraz wyobrażasz sobie, że masz takie ciało i taką kobietę. W każdych marzeniach chciałabyś być właśnie w taki sposób obejmowana przez jakiegokolwiek mężczyznę. Ale to się nie ziści, bowiem Jack oraz Amelia są wyjątkowi. Nie dostaniesz drugiego takiego dotyku, uśmiechu, zapachu, uczucia , bądź słów. Nigdy nie poczujesz takiej wyższości jaką czuje ta para. Nie zaznasz nawet części takiej mocy i potęgi jaką mięli oboje. Nie, to się niestety nigdy nie stanie.
Są zbyt hermetyczni, zamknięci w swoim małym, idealnym świecie. Zatrzymując się na światłach wpatrują się w swoje oczy z zagadkowym uśmiechem. Nie ruszają od razu, gdy sygnalizator wskazuje zielone światło . Różowe usta Amelii wypowiadają kilka słów. Masz ochotę rzucić się do jej nóg i błagać, aby powiedziała to w taki sam sposób do ciebie. Jack wpatruje się w nią swymi orzechowymi oczyma przez kilka sekund , przytakuje głową. Gęste włosy opadają na twarz i oboje ,ruszają w dalszą podróż.
Zmęczone oczy Margaret przysłoniła mgiełka Jej drobne ciało przeszedł dreszcz. Siedziała skulona na końcu łóżka, przyciskając do swojego nagiego ciała chłodną poduszkę. Po raz kolejny spojrzała w stronę młodego mężczyzny. Leżał bez ruchu, delikatnie oddychając. Jego doskonałe ciało co chwilkę unosiło się i opadało. Powiedziałabyś, że dałabyś wszystko za spędzenie nocy z takim facetem. Ciemne włosy opadające na przystojną twarz, różowe usta, nadające mu odrobinę dziecięcego uroku. Delikatnie umięśnione ciało. Okaz zdrowia i seksapilu. Biała pościel kontrastowała z jego oliwkową cerą. Większość ciała pozostawała odsłonięta, gdyż biała narzuta osłaniała tylko jego biodra i małą część ud.
W pokoju rozległo się głośne westchnienie młodej brunetki. Jej skóra była koloru dojrzałej brzoskwini, delikatnie wydęte usta wykrzywione były obecnie w grymasie zdezorientowania. Patrząc na nią wiele mężczyzn wyobraża ją sobie jako zakłopotaną dziewczynkę, której trzeba pomóc, w sposób czysto fizyczny. Jej ciało było drobne, przez co pociągające. Patrząc na nią widziałbyś porcelanową laleczkę, o ogromnych piwnych oczach, które w świetle porannego słońca barwią się na zielono. Gładkie policzki, różowiutkie , miękkie usteczka, delikatnie zarysowane brwi oraz długie rzęsy. Tak naprawdę Margaret nie rozumiała dość wielu spraw. Nie rozumiała czemu właściwie została kimś znaczącym, czemu właściwie co noc oddaje się komuś kogo nawet nie kocha, nie rozumiała, czemu jej świat przysłaniają wszystkie problemy, które nie dotyczą jej samej.
Blade dłonie przysłoniły oczy, a gęste włosy opadły do przodu, pozostając w nieładzie , jaki jest kolejnym dowodem spędzenia zdradzieckiej nocy z Marck'em.
Dlaczego udawało mu się uwodzić ją codziennie ? Czemu właściwie zgadza się na seks bez miłości. Czemu z nim jest , dlaczego jest taka naiwna... Była jak kryształowa kula w rękach szaleńca.
Czyżby brak rodzicielskiej miłości i strach przed samotnością, posuwał ją do takich czynów?
Ten mężczyzna być może i był spełnieniem marzeń każdej kobiety, a Marg nie negowała takiej opinii Jednak nie był spełnieniem jej marzeń, a to burzyło w niej wszelką nadzieję.
Duża ciepła dłoń przesunęła się po gładkiej tafii prześcieradła, docierając do nagich pleców brunetki. Jej ciało przeszedł dreszcz. Nie odwróciła się od razu, czekając, aż w końcu pozbiera swoje rozerwane ego i dumę. Jak mógł nie widzieć, jak strasznie go nie kochała ?
Ręka Marck'a przesunęła się w prawo i delikatnie oplotła jej talię. Dziewczyna opuściła białą poduszkę na drewnianą posadzkę. Delikatnym ruchem przechyliła głowę w jego stronę. Jej gładka skóra subtelnie połyskiwała w świetle słońca jakie przebijało się przez grube zasłony w sypialni mężczyzny. Tkwili przez dłuższą chwilę w takiej pozycji, oboje wyglądali jak z rozkładówki. Idealni, piękni, tylko więź między nimi nie ta sama. Margaret dusiła się w tym pseudo związku. Brakowało jej oddechu, kiedy jego ręce błądziły po jej młodym ciele. Nie znosiła kiedy te idealne usta muskały jej włosy, nos, twarz. Czuła obrzydzenie , kiedy musiała spędzać z nim czas. Jednak nie miała odwagi powiedzieć, że to już koniec. Po prostu nie mogła.
Marc łagodnie pociągnął ją do tyłu. Ciało Marg opadło ponownie na łóżko. Wiedział jaka jest piękna. Najpiękniejsza gówniara z jaką się kiedykolwiek kochał. Młoda krew, ciało. Giętka, miękka, naiwna ? Cóż, czuł do niej coś więcej niż sympatię, być może nawet się zauroczył. Tak moi drodzy. On nigdy nie obdarzył nikogo głębokim uczuciem. Nie kocha swojej rodziny, nie ma zbyt wielu znajomych, więc czemu miałby kochać tę małą.
Jego usta musnęły jej brzuch, co wywołało u Margaret stłumiony śmiech.
-Przestań – jęknęła i przeczesała jego gęste włosy. Marc jednak nie przestawał, a jego usta wznosiły się coraz wyżej. -Nie mam już czasu, muszę... - przerwała by zaśmiać się po raz kolejny – muszę już iść !
Spojrzał na nią nie zadowolony, a głowę ułożył na jej podbrzuszu, nie spuszczając swojej porcelanowej laleczki z oczu. Palcem zaczął rysować kręgi na jej łydce. Trwali w milczeniu. Gęste włosy Marg rozpostarły się na ogromnym łożu, jedną ręką przeczesywała włosy mężczyzny, a drugą błądziła po białym prześcieradle.
-Która godzina ? -zapytał i usiadł nadal wpatrując się w zamyśloną dziewczynę. Była taka bezbronna, przypominała mu pewną Azjatycką boginię. Najchętniej rzuciłby się na nią tak jak ostatniej nocy, nie wypuszczałby jej z domu i miałby ją tylko dla siebie.
-Już po dwunastej. - usiadła i spojrzała na Marck'a – Będę spadać.
Naga wstała z łóżka i zaczęła zbierać ubrania, porozrzucane po całym pokoju.
-Przyjdziesz dzisiaj ?
Zapytał podchodząc do niej i gładząc jej ciemne włosy. W prawej dłoni trzymała czarną sukienkę oraz czerwony pasek. Ubiegłej nocy wyglądała niesamowicie. Kiedy tylko wyjdzie, w głowie Marck'a zacznie malować się jej obraz. Relacja między nimi jest dość skomplikowana. Cóż, dla niego Marg jest jak narkotyk, codziennie musi dostać jej dawkę, a dla niej on jest..., cóż kim od dla niej jest ? Jest dla niej zastępcą rodziny, powiernikiem, który jednym uchem słucha , a drugim wypuszcza wszystkie informacje. Pociąga ją chyba tylko jego ciało.
-Jasne – mruknęła i delikatnie musnęła jego usta. Na jej policzki wpłynął znajomy rumieniec- A teraz daj mi święty spokój.
Ethan siedział na wygodnym , skórzanym fotelu. Jego dumne oblicze przyćmiewało kogokolwiek innego w promieniu tysiąca kilometrów. Soczyście zielone oczy przysłaniały kwadratowe okulary, które pomagały mu w czytaniu. W wąskich, bladych ustach tkwił zapalony papieros. Ciężkie opary tytoniu rozpościerały się w pomieszczeniu. Śnieżnobiała koszula rozpięta w łobuzerski sposób, kontrastowała z jego opalonym ciałem. Był to mężczyzna bardzo zagadkowy. Jeden z tych, którzy nie mówią ani o sobie , ani o swoich uczuciach. Gdybyś go ujrzał zapytałbyś się czemu ma taką niezadowoloną minę, czemu taki przystojny mężczyzna nie chce z nikim być, nie chce się bawić. Dlaczego?
Ethan Był inny. Był inny, przez swoje życie, życie , które nigdy go nie szczędziło. Był przerażająco bogaty, niesamowicie przystojny i okropnie nieszczęśliwy. Pewnego jesiennego poranka wybrał się z ukochaną na przejażdżkę rowerami. Specjalnie z tą myślą wybrali poranną godzinę oraz najmniej popularny park w całej okolicy. Ciesząc się chwilą nie zwracali uwagi na otaczających ich świat. To był błąd, którego nigdy sobie nie wybaczy. W ułamku sekundy Ethan utracił jedyną bliską mu osobę. To było jak flesz, jak znikająca błyskawica na niebie, szybsze od dźwięku. Przerażający krzyk ukochanej śni mu się co noc. Anna nie zauważyła gówniarzy jadących na rozpędzonych motorach. Nie zauważył ich także Ethan. Nawet nie wiedział, kiedy ze ścieżki po prostu zmiotło rower ukochanej. Jej ciało upadło kilka metrów za nim. Głuchy huk, krzyk i plama krwi. Wszystko skończyło się tak szybko, że nie zapamiętał momentu w którym się rozpoczęło. Od tamtego momentu młody pisarz wpadł w trans , z którego nie może wyjść. Nikogo nie kocha. Kiedy czuje niedosyt czegokolwiek, wykorzystuje naiwne kobiety. Nie kocha innej, zostaje wierny Annie. Nie czuje nawet potrzeby pokochania kogoś na nowo. Oddał swoją duszę i ciało martwemu, martwemu istnieniu , które nie zdążyło oddać tej miłości.
Nastrój:
tagi:
Wszystko zaczyna się zazwyczaj tak samo. Dwójka młodych ludzi spotyka się na ogromnej autostradzie zwanej życiem. Spojrzą na siebie przelotnie. On ma cudowne, duże oczy, ona delikatne, różowe usta. Kolejne spojrzenie, tym razem dłuższe , ich ciała zaczynają reagować delikatnym dreszczykiem. Jej włosy jak wodna kaskada, falują i niby przez przypadek dotykają jego policzka. Nieoczekiwane otarcie się ramion, dłoni. Kilka nic nie znaczących słów, wymienionych w bardzo niesprecyzowany sposób. W pewnym momencie oboje idą po prostu obok siebie, drżą, pragną bliskości, wiedzą, że takie podchody nie potrwają już długo. Wiedzą oboje i widzą to w swoich oczach, iskrzących się żarem tysiąca słońc. Jak dwie komety, jak dwa magnesy , jak ogień i woda. Docierają się, poznają siebie i swoje ciała. Ich słońce jest gorące , nieobliczalne. Wypala się w rekordowym tempie. Każda noc przybliża ich do prawdziwej zagłady. W powietrzu unosi się zapach palonych uczuć , ciał. W końcu brakuje już tlenu, a oddech staje się cięższy. Każde z nich walczy o odrobinę świeżego powietrza. Jednak wokół nich utworzyła się szklana kula. Słońce wypala się nieustannie, a oni stają się wrogami, którzy pragną oddechu. Pragną chwili świeżości. Pułapka zaciska swą pętlę. Oboje próbują złapać choć odrobinę powietrza, jednak wokół nich panuje próżnia. Ciała nie chcą bliskości, umysł nie chce umysłu, dusze oddaliły się od siebie w makabrycznym krzyku. Ich spojrzenia, nie przypominają płomiennych iskier, są rządzą władzy, rywalizacji, zmęczenia. A kiedy oboje upadają na ziemię i patrzą jak ich uczucie i sami umierają w tej szklanej pułapce, prawie martwi, jak duchy, niczym wrak człowieka, bez żadnych uczuć, tak doszczętnie wypaleni powoli oddalają się od siebie. W końcu to dostrzegają. Im dalej od siebie tym więcej powietrza. Oboje ożywają, jednak z serca pozostał zwykły wrak. Do głowy przychodzi im jedno pytanie : Jak ?!
Głos rozdziera to jedno słowo przez wiele godzin, dni, miesięcy. Bo choć ciągle w najczarniejszych zakamarkach swoich marzeń widzą twarze, piękne i kiedyś pożądane, nie chcą już tej bliskości. Oddalają się coraz dalej, nie chcą już zabójczej bliskości. Nie chcą już tej swojej bliskości. Bowiem każde z nich , idąc w inną stronę, na autostradzie zwanej życiem, poznaje nową osobę.
Nastrój:
tagi: